Nie planowałam osobnego postu na to co się wydarzyło ale stało się. W weekend wyjechałam do Cioci :) Cioteczka kończyła 30 lat. Wiadomo w sobotę było miło :P
W niedzielę wypadał dzień biegania. Na początku chciałam odpuścić bo niewyspanie i zmęczenie organizmu było spore. Jednak po lekkim śniadaniu stwierdziłam że jedyne co może mnie postawić na nogi to bieg!
Zazwyczaj moja trasa..prowadzi polami. Biegam sama ( pies się liczy?) . Jeszcze nigdy nikogo nie spotkałam na tej trasie (oprócz aut i pana na motorze) . Do sedna ... Obok Cioci był las..Las który znam z każdej strony. Znam na wskroś i dalej. Więc idealnie pobiegać tam gdzie się ganiało za dzieciaka. Mimo iż wyglądałam nawet dobrze na to jak się czułam wiedziałam, że lekko nie będzie. Więc włosy w kucyk, zegarek na rękę, buty na nogi i jazda.
I stało się...
Nie byłam sama. Tam byli ludzie. Obawiałam się. Przyznaję. Mimo iż dzikusem z buszu nie jestem...Tam byli ludzie mało tego oni biegali. Co myśli człowiek jak dopiero zaczyna biegać? OMG jaka plama... Jak mam biegać z ludźmi? Oni biegną, szybko, daleko... A ja taka bidula?
Myślę sobie nie panikuj kochana. Może Cię nie zjedzą! (Jak by niby mieli zamiar ta?)
Nie wiele myśląc, znając trasę i wiedząc gdzie dokładnie będzie kilometr mijał... wystartowałam. Jasne wiem że tak się nie robi..ale postawiłam sobie cel. Jak najszybciej dobiec ten kilometr i wrócić. Na początku było ok. Spokojnie, widzę ich z daleka. Nie minęło pod nogami 20 m , poczułam że sama nie jestem. 20 metrów za mną biegnie ktoś. Dyskretnie zerknęłam. Ok niech biegnie. Najwyżej mnie wyminie. Przecież biegam wolno.. Co ciekawe Pan biegł cały czas za mną nie zmieniając tempa. Ok ale widzę z daleka...Biegnie ktoś z naprzeciwka. I tutaj uwaga punkt kulminacyjny. Udaję że go nie widzę ale jak był 5 metrów przede mną zerknęłam. Pan się uśmiecha, macha ręka ( nie, nie znałam go) i chyba nawet coś powiedział. Coś? No coś bo dla odwagi włączyłam sobie tak głośna muzykę że nawet jak by drzewo się na mnie waliło to biegłabym dalej nie świadoma. W odpowiedzi uśmiechnęłam się tak uroczo, a na sercu zrobiło się milutko. Więc jestem. Tutaj z Wami. Tak pomyślałam. Jesteśmy razem. Wszyscy razem. Jeśli bym teraz się przewróciła pomógłbyś mi. Niespodziewanie poczułam się jak w jakiejś rodzinie. Ogromnej. Nie w takiej z mamą i tatą ale przynależałam gdzieś.
Dość rozwodzenia się nad tym. 1 kilometr w 4 minuty. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Ale gdy zobaczyłam ten czas (normalnie 6 min mi to zajmowało) to się uśmiechnęłam aż. Spokojnie spacerkiem wróciłam. Jednak tego uczucia zjednoczenia nigdy nie zapomnę. Mało tego ...pragnę więcej.:) Zapomniałam dodać, ostatnie 100 metrów biegłam jak słoń. Dokładnie jak słoń. Słyszałam własnych stóp wielkie ŁUP! Straszne ale prawdziwe.
Halo wie ktoś co się mówi jak się kogoś mija? Może znajdzie się chociaż jedna osoba która przeczyta tego posta i mnie uświadomi? Może jest coś specjalnego na takową okazję?
Zdjęć brak. Aura mnie pochłonęła jak czarna dziura.


nie wiem co się mówi w góra jak sie kogoś mija to chyba szczęść Boże się mówi a przy bieganiu ? ciekawe:)
OdpowiedzUsuńW górach tak?
UsuńMy zawsze mówiliśmy dzień dobry :)
Przy bieganiu to się chyba przede wszystkim macha innym biegaczom, bo na mówienie może najzwyczajniej nie być sił ;D alee też to bardzo lubię :) powodzenia w bieganiu!
OdpowiedzUsuńO dziękuje za info :)
Usuń